Mam 47 i wreszcie zrozumiałam że chcę żeby na mnie patrzono. Nie on — ktokolwiek
Terapeutka nazwałaby to przełomem. Mąż nazwałby to problemem. Nie powiedziałam żadnemu z nich. Zaczęło się w zeszłym roku w Lizbonie przy basenie hotelowym. Jakiś facet patrzył jak pływam. Nie obleśnie, po prostu patrzył. I coś przeskoczyło w klatce piersiowej czego nie czułam od ośmiu lat. Wróciłam do pokoju i mąż dostał wersję mnie której od dawna nie widział. A potem leżałam i rozumiałam że silnikiem nie była nasza bliskość tylko tamten facet przy basenie. Mam 47, mąż 49, dwadzieścia jeden lat razem, troje dzieci — dwoje dorosłych, najmłodszy w liceum w Mokotowie. Swing nigdy. Kocham męża. Nie jestem nieszczęśliwa. Ale spędziłam rok fantazjując o byciu obserwowaną, fotografowaną, dostrzeżoną na imprezie, i fantazja staje się konkretniejsza nie odwrotnie. Nie wiem czy coś chcę z tym robić. Może chcę tylko ważyć coś w pokoju jeszcze raz. Ekshibicjonizm w 47 to faza, hormony, czy coś o czym trzeba mu powiedzieć. I jak to powiedzieć facetowi który myśli że u nas wszystko gra.