O drugiej w nocy w Gdańsku Wrzeszczu otworzyłem konwersację z byłą sprzed 8 lat
O drugiej w nocy w Gdańsku Wrzeszczu otworzyłem konwersację z byłą sprzed 8 lat. Nie pisałem do niej. Tylko otworzyłem. Patrzyłem na jej imię. Zamknąłem. Otworzyłem znowu. Tak przez 40 minut. Jesteśmy z żoną w lifestylu 4 lata. Wszystko ok. Ona śpi obok mnie teraz. Mamy syna 5 lat. Pracuję w IT na zdalnej, żona dentystka. Wczoraj było meet-up w klubie, byliśmy oboje, fajny wieczór, normalne. I jednak wracam do domu i 3 godziny później otwieram messengera do byłej dziewczyny ze studiów spk. Pytanie skomplikowane. Nasza otwarta umowa pokrywa kluby, meet-upy, wspólne weekendy. Nie pokrywa sextingu z osobami z przeszłości w sekrecie. Ale jeśli ja jutro powiem żonie "hej rozważam sexting z X" ona pewnie powie "ok" lub "nie wiem nie jestem pewna". I już samo pytanie sygnalizuje że coś tam jest. Może to lepiej zostawić w spokoju i zamknąć messenger. Ale dlaczego ja w ogóle to czuję? Mamy bardzo aktywne życie seksualne, między sobą i poza. Co to za potrzeba szukać kogoś z przeszłości gdy mam dosłownie wszystko w teraźniejszości. Jest tu ktoś kto miał coś podobnego i to przeszedł? Czy ten impuls znika sam czy trzeba o nim rozmawiać żeby przeszedł? Wpisuję teraz w łazience na zlecie żonę myślę że obudziłem. kurde tytuł długi nie wiem jak to skrócić.