Po raku piersi moje ciało wydaje się nie moje. Mąż mówi "wróćmy do tego co było"
Czternaście miesięcy po leczeniu i ciało wciąż jakby pożyczone. Rekonstrukcja po lewej stronie, blizny które przestudiowałam w lustrze jak turystka, i mąż który powtarza "wróćmy do tego co było". To zdanie zabija mnie za każdym razem. Nie wrócimy. Nie jestem nią. Przed diagnozą chodziliśmy do takiego zamkniętego miejsca pod Warszawą, może cztery razy w roku. Lubiłam. Pierwszy raz jak rozebrałam się przed mężem po operacji rozpłakałam się i nie próbowaliśmy przez dziewięć miesięcy. Miesiąc temu spróbowaliśmy — wolno, sami, było czule i smutno i okej. I to czego mi nikt nie powiedział — fantazje wróciły mocniejsze, ale są o obcych. Konkretnie o takich którzy nie wiedzą że chorowałam. Którzy nie wzdrygną się. Którzy nie spojrzą na mnie jak na "dzielnego żołnierzyka". Chcę żeby ktoś patrzył na mnie jak na kobietę która weszła do pokoju, a nie jak na osobę która coś przeżyła. Czy to zdrada wobec niego czy jedyna uczciwa droga z powrotem. Kto wracał do sceny po onkologii — obcy pomogli czy odsunęli od partnera.