Przyjaciółka odkryła że jesteśmy w temacie. Patrzy na mnie jak na obcą
Telefon zaświecił się na blacie w jej kuchni na Saskiej Kępie kiedy zalewałam jej herbatę. Powiadomienie z podglądem zdjęcia i tekstem. Magda widziała wszystko jednym ruchem głowy — miała lepszy kąt patrzenia ode mnie. Obie zamarłyśmy na dobre dziesięć sekund, nie zdążyłam nawet sięgnąć po telefon. Dwa dni milczenia. Myślałam może odpuści, może uda mi się zagadać. Potem sms — "nie wiem jak teraz z tobą rozmawiać". Znamy się od podstawówki, byłam jej świadkiem na ślubie, trzymałam ją za rękę na izbie przyjęć. [K35], z mężem w lifestyle od dwóch lat, nikomu nie mówiliśmy — ani rodzicom, ani starym znajomym, nikomu. Wytłumaczyłam co mogłam. Że to z mężem, że oboje się zgadzamy, że to nie zdrada, że to nie są orgie co weekend. Słuchała, zadawała ostrożne pytania. Ale widać że w głowie mam mnie inaczej. Przestała zapraszać na rodzinne obiady. Przestała opowiadać o swoim mężu — pewnie boi się że "coś zaproponuję". Kurde. W oczach ma teraz zawsze jakąś ostrożność. Nie chcę jej stracić, takich osób nie mam w życiu stu. Ale też nie chcę się dłużej tłumaczyć. Ktoś odbudowywał taką przyjaźń czy to już martwa historia? I czy w ogóle próbować, czy dać jej czas i odpuścić, póki sama się nie odezwie?