Teściowa znalazła szufladę. Sześć dni nie odzywa się do syna
Wyobraźcie sobie. Niedziela. My na chrzcinach u kuzynki. Teściowa pilnuje psa bo go zostawiliśmy. Postanawia "pomóc" i poskładać pranie które zostało w suszarce. Górna szuflada komody w sypialni — tam mamy pościel. Dolna — skarpetki i bielizna. Druga od dołu — tam jest nasze "weekendowe" — kilka zabawek, parę listów od dwóch par z którymi się trzymamy, i zdjęcia z imprezy w klubie pod Krakowem z zeszłej wiosny. Polaroidy. Widać oboje wyraźnie. Z innymi ludźmi. Zamknęła szufladę. Złożyła pranie. Zostawiła kartkę — "pies wyprowadzony, obiad w zamrażarce". Sześć dni nie odbiera od syna telefonu. Szósty dzień. Mąż w rozsypce. Jest jedynakiem, ojciec zmarł trzy lata temu, matka najbardziej religijna kobieta jaką znam poza zakonem. Nie wiemy czy powie reszcie rodziny, naszej córce (jedenaście), czy po prostu zniknie na zawsze. Komu się to zdarzyło na taką skalę? Szliście pierwsi czy czekaliście aż przyjdzie do was. I jak chronić dziecko przed czymś co jej w ogóle nie dotyczy.