Trzy lata aktywnie. I nagle — pustka. Zero ochoty. To wypalenie?
Dzisiaj rano żona zapytała czy mam ochotę na ten weekend pojechać do Krakowa, do tej pary. Wszystko mi opadło, dosłownie. Nie odpowiedziałem od razu. Pomyślałem żeby kupić cieplejsze skarpety, zrobić sobie herbatę i zostać w domu, naprawdę. Mam tak mniej więcej od jesieni — chęć na jakiekolwiek wyjazdy gdzie trzeba rozmawiać spadła do zera. [M43], Mokotów. Z żoną zaczęliśmy lifestyle gdy mieliśmy po 38. Pierwsze dwa lata — paliło się. Dwa-trzy razy w miesiącu spotkania, jeździliśmy do Krakowa, do Gdańska, do Wrocławia, gęsta sieć znajomych, swoja paczka. Żonie to bardzo pomogło, rozkwitła, odpadły jakieś stare blokady które miała w naszym normalnym seksie. A w tym roku zrozumiałem że mi się po prostu nie chce. Nie żebym zmęczył się żoną — wręcz przeciwnie, dużo spacerujemy, gadamy, śmiejemy się razem. I nie żeby ktoś konkretny przestał mi się podobać. Sam pomysł — gdzieś jechać, szykować się, prowadzić small talki, przebierać się, negocjować warunki — wykańcza mnie zanim wyjadę. Wolę z żoną i z kotem w domu. Żona trochę obrażona. Nie naciska, ale widać że to dla niej teraz część życia. Proponuję żeby chodziła sama. Na razie nie chce — "to jest nasze wspólne, to jest o nas". Kto przechodził przez takie wypalenie? Chwilowe czy nowy etap życia? I jak się dogadać żeby jedno pauzowało a drugie kontynuowało, bez urazy i bez poczucia że ktoś kogoś zdradził?